Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malinowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malinowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 maja 2011

Pierre Arthes 40

Pierre Arthes 40 to lakier w kolorze dość ciepłego różu, złamanego malinowymi tonami.
Lakier ten daje kremowe wykończenie, bardzo dobrze się aplikuje, do całkowitego krycia zalecam dwie warstwy.
Ma wygodny i zgrabny pędzelek.

Trwałość na moich paznokciach bez odprysków to 3 dni czyli całkiem nieźle.

światło dzienne


z fleszem




z wierzchnią warstwą Pierre Arthes Cracking







O lakierze nawierzchniowym Pierre Arthes który daje efekt spękania będzie osobny post :)

Lakiery Pierre Arthes można kupić np. tutaj

sobota, 26 marca 2011

Zoya - Reva


Zoya Reva z kolekcji Sunshine.

Piekny lakier z nowej letniej kolekcji. Kolor jest niesamowity. Na poczatku myslalam, ze jest czysto malinowy, jednak okazalo sie ze kryje sie w nim duzo czerwieni. Takie ladne malinowo-czerwone polaczenie w ktorym kryje sie mnostwo zlotych drobinek. Na zdjecia wyszedl bardzo czerwony, na zywo jest bardziej malinowy. Naklada sie bardzo dobrze, dwie warstwy szybko pokrywaja.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Orly Happily Ever After



HEA to śliczna ciemna malinka. Uwielbiam takie kolory, jednak lakiery Orly chyba nie chcą ze mną współpracować :( Ten pędzelek jakoś dziwnie nakłada mi lakier a konsystencja też nie współgra z moimi paznokciami. Nie wiem, może ja nie umiem ich obsługiwać ;)
To generalnie krem, ale czasami gdy się mocno przyjrzymy w słońcu, to widać mikro drobinki. Są one jednak tak malutkie, że prawie niezauważalne.
Na zdjęciach dwie warstwy bez top coata.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Zakupy lakierowe - Barbra Cosmetics - Colour Alike

Zamówiłam na stronie producenta. Dotarły w ciągu tygodnia. Jestem zachwycona trwałością tych lakierów na paznokciach! Jeszcze żaden lakier nie trzymał aż 4 dni u mnie! Przebił OPI, Zoyę i inne zagraniczne i profesjonalne. Do tej pory przetestowałam lakiery nr 440 i 441 i oba trzymały rewelacyjnie.

I've ordered them on the producer's website and I received them in a week. I'm thrilled by its lasting on nails! No other nails polish has lasted 4 days on my nails! It's way better that Zoya, OPI and other foreign and professional products.
Since now I've tested nr. 440 and 441 - they were both perfect!


No. 440 - jesienny blues - jasny szary beż z odrobiną drobinek, które słabo widać w dziennym świetle

No. 440 - Autumn Blues - light shimmery beige (the shimmer is not very visible in the daylight)

No. 441 - weekendowy szał - brązowa szarość z próbą przełamania fioletem, którego nie widać, niespotykany kolor, ale jakoś nie zachwycił mnie, wolałabym, by był taki, jak na zdjęciu na stronie, z większą ilością fioletu

No. 441 - Weekend Craze - brownish grey with a little hint of violet, which isn't really visible. The color is veru uncommon, though it didn't impress me that much. I'd rather have it just as it looks in the picture on the company's website, with more violet shades.

No. 447 - kosmos - dzika nazwa, raczej nocna śliwka bardziej by pasowała. Bardzo ciemny fiolet

No. 447 - Cosmos - the name is really weird, it better be called "The Night Plum". A very dark violet.

No. 444 szał ciał - czerwień, bardzo 'żywa' :) czysta krwista czerwień, śliczna jest!

No. 444 - The Body's Wildness - a very vivid red, just like blood, beautiful!

Kolory po nałożeniu na paznokieć z upływem czasu tracą połysk, ale za to zachwyciły mnie trwałością jak żadne...

Although the colors loose the shine after some time on nails, but the lasting is unbelievable...

niedziela, 19 września 2010

Essie Raspberry

Śliczna jest ta malinka (na mnie żywsza niż na Noli i Zuzi). Kolor jest głęboki i taki soczysty :D Aplikacja bezbłędna. Dwie warstwy (chociaż po jednej wyglądał na tyle znośnie, że wyszłam tak do ludzi :D) i Seche Vite.



niedziela, 12 września 2010

OPI Manicurist of Seville




Po raz pierwszy ten kolor zobaczyłam na blogu słynnej MSardas i momentalnie się w nim zakochałam. Potwierdza się więc u mnie reguła, że miłości od pierwszego wejrzenia są najlepsze ;)
To bardzo soczysta malinka (nie za ciemna, nie za jasna) z nutkami czerwieni. Uwielbiam takie kolory i Manikiurzystka dołącza do grona moich ulubieńców. Pięknie wygląda na paznokciach, wyróżnia się ale absolutnie nie jest krzykliwa. Jak najbardziej do noszenia "pracowego" ;)
Poza tym aplikacja - marzenie, dawno tak super nie malowało mi się żadnym lakierem a trzeba pamiętać, że nie wszystkie opiki są dobre w obsłudze. Lakier sunie po płytce jak masełko, konsystencja dość rzadka (co lubię), krycie pełne już po jednej warstwie a przy dwóch kolor nabiera głębi i staje się ciut ciemniejszy. Do tego piękny połysk i dość szybkie wysychanie.
Na zdjęciach dwie warstwy bez topa.

środa, 8 września 2010

Essie Swept Off My Feet

Śliczna przydymiona malina. Gdy tylko zobaczyłam ten kolor u Noli to zapragnęłam go mieć - i jest on absolutnie wart tego chcenia ;) Uwielbiam takie brudne, niejednoznaczne kolory :D
Aplikacja przyzwoita, lakier jest rzadki, może pozalewać skórki. Dwie warstwy są kryjące. U mnie jeszcze warstwa Seche Vite.



niedziela, 29 sierpnia 2010

Essie Raspberry




Tak na mnie wygląda malinka Essie :) Spodziewałam się, że będzie troszkę ciemniejsza (tak jak u Zuzi) ale i tak jest fajna. Pierwsza warstwa kryje całkiem nieźle ale trzeba nałożyć dwie dla idealnego efektu.
Lakier jest ciut gęściejszy niż standardowo ale myślę, że to zależy od koloru danego Essie. Nie wpływa to jednak na szybkość schnięcia (które jest błyskawiczne) i jakość malowania. Essie to chyba najszybciej schnące lakiery jakich używałam. Pędzelek znakomity, ale ja do tych pędzelków mam słabość i zawsze i wszędzie będę je wychwalać ;)
Na zdjęciach dwie warstwy bez topa.

sobota, 24 lipca 2010

Inglot nr 869




ZDJĘCIA NADESŁANE PRZEZ: GBGBORECKA.

Inglot 869 to lakier koloru lodów malinowych. Nakłada się bomba, co ułatwia mu gęsta konsystencja. Zdjęcia robione przy oknie w słoneczne południe dnia 2 po nałożeniu. Pod lakier nałożyłam Grow Max Inglota, a na lakier wysuszacz Inglota.





Lakier po 3 dniach lekko ściera się przy końcówkach. najbardziej odzwierciedla lakier zdjęcie 1. Ogólnie jest to mój ulubiony lakier i z koloru i gęstości.

wtorek, 20 lipca 2010

Essence Don't Bite Me - Kiss Me


Don't Bite Me - Kiss Me jest bardzo podobny do lakieru Happily Ever After Orly. Ten sam odcień malinowego puree, ten sam delikatnie połyskujący pyłek widoczny w pełnym słońcu. Tylko w przypadku Essence aplikacja jest przyjemniejsza (chociaż nie jakoś bardzo komfortowa). Trafił mi się egzemplarz z jakimś dziwnym, nierówno przyciętym pędzelkiem więc malowanie było raczej mało przyjemne. Ale sam lakier ma fajną, gęsta konsystencję, równo się rozprowadza, szybko schnie, jest kryjący.


Na tym zdjęciu widać delikatnie połyskujący pyłek - nie jest to brokat, nie są to mniejsze drobinki, to właśnie taki pyłek ;)

środa, 30 czerwca 2010

OPI Miami Beet


Kolor z niezwykle udanej kolekcji South Beach.Głęboki odcień ciemnej maliny.Na zdjęciach wychodzi niestety nieco jaśniej ni mniej intensywnie(w rzeczywistości ma kolor pudełka malinowego masła The Body Shop,jeżeli komuś coś to mówi ;) ).Bardziej malinowy i mniej fioletowy niż No Spain No Gain.Piękny kolor,bardzo kobiecy.Aplikacja idealna,kryje nieźle juz po pierwszej warstwie,ale warto dać dwie.Na zdjęciu w świetle dziennym z top coatem.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

OPI Conquistadorable Color




Kolejny mój lakier w kolekcji hiszpańskiej.

Miałam z tym lakierem problem- raz, że uchwycenie koloru aparatem było dużym wyzwaniem, dwa, że sama nie wiem jak określić ten kolor.


Raz wydaje mi się, że jest czerwony, za chwilę wybija mi w nim delikatnie malinowe tony.

Prawdziwy kolor to średnia kolorów ze wszystkich zdjęć :D
Scrangie na swoim blogu napisała, że to kolor jakich wiele i że widziała taki miliony razy. Może i tak, ale mimo wszystko bardzo go lubię.
Dobrze wygląda na moich dłoniach (bardzo wiele czerwieni wygląda na nich jak pomarańcz, którego na paznokciach nie toleruję :D ).


Trwałość i aplikacja doskonałe.

Na zdjęciu dwie warstwy + wysuszacz Sally Hansen.

Essie Raspberry




Jest to jeden z moich ulubionych lakierów.
Na paznokciu wygląda bardzo smakowicie :D
Nakłada się go jak inne Essie. Jest dość rzadki, ale nie rozlewa się na skórki. Cienki pędzelek umożliwia manewrowanie przy skórkach.

Na paznokciu dwie warstwy + Insta Dri Sally Hansen.
Wytrzymał u mnie na paznokciu 3 dni, co jest nie lada wyczynem :d

Zdjęcia oddane dość dobrze.

czwartek, 24 czerwca 2010

Sinful Colors - Morph del Rio






Sinful Colors Morph del Rio. Morph to wyraz określający ten lakier. Na pierwszy rzut oka czerwony, w kolorze truskawkowych lodów wodnych (cyt. z brata;), zdecydowanie czerwień truskawkowa. Widoczny pomarańczowy shimmer, pod pewnymi kątami patrzenia zmienia się w ciepłą malinę . Inny w świetle dziennym (na 2 pierwszych zdjęciach w bardzo pochmurny dzień), inny w świetle sztucznym, jeszcze inny we flashu. Na pierwszym zdjęciu widać ile kolorów jest w buteleczce.

Lakier jest gęsty, niestety mój egzemplarz ma wadliwy pędzelek (zwija się) i przez to ciężko mi się malowało. Schnięcie w normie, na zdjęciach 3 warstwy (spod 2 można dojrzeć końcówki paznokci, a ponieważ kolor szalenie mi się podoba dla pełnego efektu położyłam 3 warstwę). Na zdjęciach z topem, ale bez jest podobny efekt.

niedziela, 6 czerwca 2010

Sally Hansen Hard As Nail Extreme Wear - Groovy Green + Love Hangover


Lakiery Sally Hansen w kolorach Groovy Green i Love Hangover.

Groovy Green to niesamowity, shimmerowy kolor choinkowej zieleni. Zamiast zwykłego shimmeru ma mini flakies! Efekt jest dla mnie absolutnie niepowtarzalny (flakies jasnozielone i niebieskie), lakier schnie bardzo szybko, jedna warstwa by wystarczyła ale od razu położylam dwie. Lakier jest rzadki i bardzo dobrze kryje. Lakier jest ciut bardziej nasycony, na zdjęciu wyszedł trochę przygaszony.

Drugi kolor to Love Hangover - tu już jest typowy shimmer w kolorach czerwieni i fuksji. Kolor to intensywna malina, wstawiłam w rogu próbkę jak mniej więcej wygląda odcień, bo na zdjęciu jest dużo jaśniejszy i bardziej czerwony, potrzebne są do pełnego krycia 3 warstwy, schnie również bardzo szybko.

Zdjęcia robione w mocnym świetle, lakiery bez topa.

Polecam w szczególności Groovy Green :)


edit: lakier trzyma mi się z nailtekiem już 3 dni i nie widzę nawet starcia na końcówkach! :> A to u mnie rzadkość.

niedziela, 23 maja 2010

Malinowe róże - porównanie

Obiecane MoniaK i Noli porównania :)

Pierwsze to porównanie Miami Beet i Manicurist of Sevilla. Wskazujący i serdeczny to manikiurzystka, środkowy i mały to Miami Beet. Jak widać MB wpada wyraźnie w malinę, MoS zaś w burakową czerwień. Caly czas jest to ta sama półka kolorowa, jednak różnica dość widoczna.


Wydawało mi się, że Essence z serii Colour and Go w kolorze Plum Perfect to odpowiednik Manicurist of Seville. Jednak na żywo tak nie jest, Essence to bardziej kremowy odpowiednik HEA Orly. PP wpada w malinkę a nie w buraka jak MoS, jest to bardziej róż niż czerwień. Jest nieco ciemniejszy niż MB.

sobota, 22 maja 2010

OPI Manicurist of Seville

Manikiurzystka. Piekna, głęboka malina. Nieco ciemniejsza od Miami Beet ale jaśniejsza od Happily Ever After; taki mus malinowy w wersji paznokciowej. Na dłoniach prezentuje sie fenomenalnie.

Aplikacja świetna. Trwałość OPIkowa ;))
Zdjęcie z lampą ale kolor oddany wiernie.

OPI Miami Beet

Kolekcja South Beach. Piekny kolor malinowego puree, nieco jaśniejszy od Manicurist of Seville ale to zdecydowanie ta sama gama kolorystyczna.

Miami Beet to chyba taki OPIkowy must have jak i jeden z najbardziej charakterystyczny kolor OPI. Nie za jaskrawy, nie za krzykliwy, nie neonowy - po prostu cudo.

Jestem wielką fanką tych lakierów, pasuje mi w nich wszystko - konsystencja, pędzelek; no wszystko :D Aplikacja świetna, lakier równo pokrywa paznokcie, nie wylewa sie poza płytkę. Trwałość (na bazie, z topem) świetna, do tygodnia czasu spokojnie.

piątek, 21 maja 2010

Orly Happily Ever After

I żyli długo, i szczęśliwie. Powiedzmy ;)
Lakier kupiony po pierwsze dla koloru (cudowna malinka, lekko już przejrzała), po drugie dla nazwy (kto nie lubi szczęśliwych zakończeń? :D).

Dalej jestem zakochana i w kolorze, i w nazwie. Jednak sam lakier to dla mnie jakieś nieporozumienie. Przykro mi, że nie mogę dołączyć do blogowych fanek Orly, których ciągle przybywa.

HEA ma taką dziwną konsystencję - niby jest rzadki ale jednak ciągnący, bardzo w stylu Zoyek. Źle mi się nakładał, pędzelek nie chciał ze mną współpracować. Kiedy pierwszy raz go nałożyłam bardzo brzydko wysechł mi przy skórkach, teraz nie miałam tego problemu (na szczęście). Trwałości nie mogę ocenić, bo nie nosiłam go długo. Jednak chyba wszystkie Orly są pod tym względem dość przyzwoite.

Teraz przejdę do koloru. W buteleczce wygląda jak kremowa, ciemna malina. W mocnym albo sztucznym świetle wychodzi z niego delikatny shimmerek (u mnie widoczny na drugim zdjęciu z lampą). Normalnie w dzień wygląda jak kremik :) Bardzo mi się ta jego dwuznaczność podoba :D Ciągle się waham co z nim zrobić - chętnie potrzymałabym go ze względu na kolor, jednak czy jest sens?


Rimmel Urban Purple

To jest kolor z serii tańszy zamiennik droższego koloru. Urban Purple to brat bliźniak OPIkowego Miami Beet. Kolor sosu malinowego, uroczy, wdzięczny i przyciągający wzrok. Pędzelek wygodny (taki sam jak w Coral Queen i Riviera Red), aplikacja i trwałość bez zarzutu. Lakier bardzo dobrze kryje, już jedna warstwa nadaje paznokciom piękny wygląd.


I jeszcze wrzucę małe porównanie: Bell Fashion Colour #307, OPI Miami Beet i Rimmel Urban Purple. Różnice (albo ich brak;)) między poszczególnymi lakierami dobrze oddane :D